Niedziela, 20 sierpnia 2017. Imieniny Bernarda, Sabiny, Samuela

Będziesz miał na imię Zbyszek...

2013-12-02 10:00:00 (ost. akt: 2013-12-02 09:31:12)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Wyjeżdżając z Polski do Niemiec, Zbigniew Brenda liczył na to, że spełni tam swoje ambicje. Zawodowe i muzyczne. Życie potoczyło mu się jednak inaczej. Pisze o tym, nie kryjąc przy tymswojego rozczarowania.

Leżą przede mną fotografie i listy, które Zbigniew Brenda od lat przysyła mi z Niemiec. Te drugie pisane są na odwrocie skserowanych wycinków z gazet. Mam też płyty CD z jego muzyką.— Od czasu do czasu przyjeżdżam do Olsztynka, gdzie spędziłem kawał swojego życia — pisze autor listów. — W ubiegłym roku na Dniach Olsztynka spotkałem kilku kolegów z branży muzycznej. Nie ukrywam, że tęsknię za Polską, za moimi Mazurami, za moją Wrmią.

Będzie miał na imię Zbyszek


Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. W Dąbku koło Mławy mieszka z rodzicami i rodzeństwem Helena Gręglicka. Rodzice mają niewielkie gospodarstwo rolne, Helena chodzi do szkoły. Kiedy dorasta, zatrudnia się jako pomoc domowa u młynarza w pobliskim Wiśniewie. Jej pracodawcy mają synka Zbyszka. Helena postanawia, że jeśli kiedyś będzie miała syna, to też nada mu to imię.
W czasie wojny Helena zostaje zabrana przez Niemców na roboty przymusowe do Prus Wschodnich. Trafia do gospodarstwa Gillau, dzisiaj Giławy. Stamtąd zabiera ją do siebie Józef Langau, gospodarz ze Stawigudy. Po wojnie Helena postanawia zostać na Warmii. Zamieszkuje w Gryźlinach. Pewnego razu do wsi przyjeżdżają elektrycy. Helena poznaje jednego z nich — Eugeniusza Brendę. W 1946 roku rodzi syna. I daje mu na imię Zbigniew.

— W Gryźlinach rodzice chowali kozy, na mleku kozim się wychowałem — pisze Zbigniew Brenda. — Z tamtych czasów pamiętam dzień, w którym do wsi przyjechało objazdowe kino.

Na stole stanął ogromny karton, w środku paliło się światło, które oświetlało poruszające się na patykach ludziki z tektury, a widać było ten obraz na pergaminowym ekranie z przodu.

I chociaż kobieta, która obsługiwała tę aparaturę, mówiła, żeby nie zaglądać do środka, Zbyszek nie mógł opanować pokusy. Wszędzie go było pełno. W szopie odkrył stare opony od samolotów (w Gryźlinach przed wojną było lotnisko wojskowe) i tablice z niemieckimi napisami. Rwał się do pracy. Po szkole przesiadywał w stolarni sąsiada. Marzył, że zostanie stolarzem artystycznym. Pasjonowała go też muzyka.

— Jeden z moich wujków grał na klarnecie, a sąsiad na akordeonie — wspomina. — Z czasem opanowałem te instrumenty.
Potem zamieszkał z matką w Olsztynku, gdzie skończył liceum.

Nie miał szans z Japończykami


W wieku 19 lat został powołany do wojska. Służył w jednostce wartowniczej w Marcinkowie. Służba była ciężka, doba stania na warcie, doba odpoczynku. Razem z nim służył Janusz Laskowski, wtedy nieznany jeszcze piosenkarz. Grał z nim w miejscowym kasynie. Laskowski na gitarze, Brenda na saksofonie.

— To właśnie w wojsku Laskowski napisał "Beatę" — wspomina Brenda. — Pokazywał mi słowa tej piosenki w swoim zeszycie.
Po powrocie z wojska zatrudnił się w stolarni w Olsztynku. W wolnych chwilach grał w miejscowym zespole muzycznym. Był to jeden z pierwszych zespołów rockandrollowych w województwie. Grali nie tylko na koncertach, obsługiwali także wesela.
— Marzyła mi się kamera pogłosowa — wspomina Brenda. — W połączeniu z saksofonem dawała fantastyczny efekt. Napisałem list do "Gazety Olsztyńskiej", że takiej poszukuję i odezwała się pewna pani z Wielbarka. Jadę do Wielbarka, a ona mi pokazuje pudełko. I co się okazuje? To nie była kamera pogłosowa, tylko filmowa! I tak zacząłem dorabiać obok gry na weselach, filmowaniem!
Zbigniewa Brendę pasjonowało także majsterkowanie. — To mam po dziadku — wyznaje. — Robił dachy ze słomy, piękne kosze z wiklin, a nawet potrafił łupać kamienie na budowę.

W 1980 roku Brenda zbudował pierwszy w Polsce skuter wodny. Nazwał go Brendys — I. Kolega wypróbował go na jeziorach Krzywym i Plusznem, po czym pokazał na wystawie różnych pojazdów w Warszawie. Z biciem serca czekał na ocenę fachowców.
— Jaka to była radość, kiedy pewnego dnia kupiłem w Kortowie "Kurier Warszawski" a tam, na pierwszej stronie był mój skuter! Zdjęcie skutera ukazało się także w "Gazecie Olsztyńskiej". Zrobił więc papiery sternika wodnego, żeby samemu pływać i przystąpił do budowy ulepszonego modelu. Na kolejnej wystawie otrzymał dyplom. Uwierzył, że zrobi pieniądze na budowaniu skuterów wodnych! Ale,

mimo że zauważyła to prasa, a nawet telewizja, nikt w Polsce nie podjął się masowej produkcji skutera Brendys.
— A musiałem z czegoś żyć, byłem już żonaty — pisze. — W tej sytuacji postanowiłem wyjechać do Niemiec, może tam mnie docenią. Zamieszkaliśmy w Essen. Ale w Niemczech wchodziły na rynek skutery japońskie. Nie miałem szans, żeby z nimi konkurować!

Zbigniew Brenda gra na saksofonie

Sylwestry przesiedziałem w domu


W Essen imał się różnych zajęć. Na rok znalazł pracę przy renowacji ośmiu 600-letnich drzwi do kościoła luterańskiego w Werden. W miejscowej gazecie napisano: "Drzwi odnowił 56-letni polski stolarz Zbigniew Brenda, który zalicza się do mistrzów w swoim fachu".

Stałej pracy jednak nie mógł znaleźć, tylko dorywcze. Po 6-letnim pobycie w Essen zdecydował się iść do urzędu zatrudnienia.
— Ale urzędnik mi powiedział: — Pan słabo mówi po niemiecku, ja pańskiej "chińskiej" mowy nie rozumiem! Po 12 latach spotkałem się z nim znowu. Uśmiechnął się, potrzebował kogoś do renowacji drzwi.

W tym czasie nie zaniedbywał także muzyki. Kolega Michael miał zespół, zatrudnił go do grania. Myślał, że na tym polu zrobi karierę estradową, zwłaszcza że potrafił również komponować muzykę. Ale zamiast tego, grali w knajpach do kotleta. W końcu się rozstali. — W Polsce grałem wszystkie sylwestry, tu je przesiedziałem!

W swoim domu w Essen zaprojektował wnętrza, wykorzystując w zdobieniu bursztyn i gips. Napisano nawet o tym w gazecie "Wochenpost", ale nikt takich zleceń nie chciał mu dać.

Od czasu do czasu, nie widząc dla siebie perspektyw, pojawiał się w Olsztynie, próbując tu znaleźć pracę. Zgłosił się między innymi do firmy produkującej meble (szukała ludzi z głową i pomysłami), ale go nie przyjęto. Gdzie indziej też go nie chciano. I tak żyje.

Ma ciągle głowę pełną pomysłów. Wydał płytę CD z własną kompozycją. To pełna tęsknoty "Serenada mazurska". W ostatnim liście pisze, że jego marzeniem jest zbudować jacht motorowy...

wu-ka
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. mazur #1286783 | 80.132.*.* 4 sty 2014 22:37

    Na coz w NIEMCZECH imie Zbigniew to obciach wiec nie ma sie co dziwic ze jego losy sie tak potoczyly

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages